Uchwała „wołyńska” i co dalej?

Sejm przyjął w ubiegłym tygodniu uchwałę ws. rzezi wołyńskiej, która zbrodnię popełnioną przez ukraińskich nacjonalistów nazywa po imieniu – ludobójstwem. W stosunku do określenia, które te same wydarzenia opisało w sejmowej uchwale sprzed 2 lat – „czystki etniczne o znamionach ludobójstwa” – polski parlament poszedł o krok dalej. Powstrzymanie się od używania kategorycznych stwierdzeń w treści sejmowej uchwały o Wołyniu, nie byłoby wyrazem politycznej słabości czy zdradą pamięci ofiar tego masowego morderstwa. Byłoby wyrazem gotowości do dialogu o naszej wspólnej, tragicznej historii. Bez pomysłu na następne kroki, wyizolowane określenie zbrodni wołyńskiej mianem „ludobójstwa” to kolejny granat wyrzucony z okopu w trakcie polsko-ukraińskiego sporu o interpretację historii. Czy mamy pomysł na dalsze kroki polsko-ukraińskiego pojednania?

Dokładnie 19 lat temu Jan Nowak-Jeziorański w swoim eseju dla Gazety Wyborczej pt. „Ukryta ręka” ( „Gazeta Wyborcza”, 22.07.1997, cyt. za Rzeczpospolita Atlantycka, wyd. Kolegium Europy Wschodniej, 2015), tak określał trudność tego procesu:
„Rachunek krzywd i zbrodni, które Polacy i Ukraińcy zadali sobie wzajemnie, jest bardzo długi. Jest rzeczą ludzką, że i Ukraińcy i Polacy pamiętają tylko jedną stronę tego rachunku. A więc tylko zło, którego sami doznali. Można się spierać o to, kto dopuścił się większych zbrodni, ale co nam to da? Korzyści z tego sporu zbierają niewidzialni sprawcy”.

Tak jak się mogliśmy spodziewać, na sejmową uchwałę odpowiedzieli politycy ukraińscy, na czele z Prezydentem Petro Poroszenką, który wyraził żal z powodu użytych sformułowań i stwierdził, że „tylko podejmując wspólne kroki, możemy dojść do chrześcijańskiej zgody i pojednania”. Przewodniczący Ukraińsko-Polskiej Grupy Parlamentarnej w Radzie Najwyższej, Borys Tarasiuk, w proteście przeciwko polskiej uchwale zrezygnował ze stanowiska. Ujawniły się także głosy radykałów, którzy po raz kolejny przebili się z negatywnym przekazem o Polsce. Bardzo często w obrzydliwy sposób zakłamując bądź relatywizując historię.

Jeśli uchwała miała na celu przedstawić poziom niezadowolenia polskich władz z procesów zachodzących na Ukrainie, dokonać wstrząsu w relacjach, a w ślad za tym wykreować nowe działania zmierzające do wspólnego poznawania historii czy uczulenia na wrażliwe jej punkty – można to uznać jako przemyślaną taktykę i oceniać słuszność, bądź jej brak.

Jeżeli natomiast uchwała była skierowana na wewnętrzny rynek polityczny i wynikała z potrzeby zagospodarowania pewnej grupy radykalnie nastawionej prawicy – mamy do czynienia ze wspomnianym granatem wyrzuconym z naszego okopu. I możemy oczekiwać kolejnych wyrzucanych z pozycji ukraińskich.

W ślad za uchwałą powinny iść propozycje wspólnych prac nad edukacją społeczeństw, lepszego poznania polsko-ukraińskiej historii, zwrócenia uwagi na to, co pozostaje otwartą raną w pamięci naszych społeczeństw. Nie z pozycji kaznodziei wygłaszającego jedyną słuszną prawdę, a partnera otwartego na argumenty drugiej strony. Także doceniającego pozytywne gesty strony ukraińskiej, jakim niewątpliwie było złożenie kwiatów pod pomnikiem ofiar zbrodni wołyńskiej przez prezydenta Poroszenkę.

Polacy cieszą się dziś rekordową sympatią Ukraińców – nie tylko na poziomie deklaracji przywódców, ale w odbiorze społecznym. W naszym kraju pracuje i studiuje, wg różnych szacunków, ponad milion Ukraińców. Jest to jeden z lepszych okresów naszych wzajemnych stosunków. Nie spoczywajmy w staraniach o poprawianie relacji pomiędzy naszymi krajami. W przeciwnym razie, cytując Jana Nowaka-Jeziorańskiego - „korzyści z tego sporu zbierać będą niewidzialni sprawcy”.
Trwa ładowanie komentarzy...