O autorze
Wrocławianin, samorządowiec, działacz społeczny. Przez wiele lat związany z działalnością studencką i sektorem pozarządowym. Obecnie odpowiada za współpracę międzynarodową województwa dolnośląskiego.

Blog poświęcony polityce – zarówno krajowej, jak i międzynarodowej. Komentarze mają charakter prywatny, reprezentują wyłącznie poglądy autora.

Facebook
Twitter

„Smoleńsk” - propaganda pod patronatem Prezydenta RP

Stosując terminologię przedstawicieli prawicy film „Smoleńsk” tworzony był przez reżysera niezłomnego. Antoni Krauze pokonał przemysł pogardy i poradził sobie z brakiem finansowania ze środków publicznych. Fetowanie premiery przez Prezydenta Andrzeja Dudę oraz Premier Beatę Szydło czyni go zatem propagandystą reżimu.

Najnowsze dzieło Antoniego Krauzego może być oceniane na trzech płaszczyznach: artystycznej (aspekty techniczne, gra aktorska, itp.), pod względem jakości fabuły oraz faktograficznej – opisuje bowiem z precyzją co do sekundy ostatnie chwile lotu prezydenckiego Tupolewa.

W warstwie artystycznej film potwierdza, że jest to produkcja niskobudżetowa – zarówno w kwestii efektów specjalnych, jak i gry aktorskiej. Drętwe dialogi, a raczej wypowiadane frazy, brzmią sztucznie – jak nieudany dubbing. W zestawieniu z muzyką Michała Lorenca odczuwa się pewien dyskomfort. I nie jest to dyskomfort związany z poczuciem, że została ujawniona PRAWDA. To raczej zmęczenie związane z odbiorem filmu.

Fabuła „Smoleńska” przedstawia proces przemiany wewnętrznej dziennikarki telewizyjnej – kanału TVM ( zbieżność nieprzypadkowa, sam Krauze wskazuje Katarzynę Kolendę-Zaleską jako pierwowzór Niny), która pracuje w „przemyśle pogardy”, zakłamującym rzeczywiste przyczyny katastrofy. Sceny w czasie których pracuje nad materiałami telewizyjnymi przeplatane są scenami z jej życia prywatnego, które, trzymając w ręku drinka, na „kocią łapę” dzieli z młodym kochankiem-kamerzystą stacji. Z przyklejonym do ust głupawym uśmieszkiem nagrywa materiały z pogrążonymi w bólu rodzinami oraz rozmodlonymi żałobnikami na Krakowskim Przedmieściu. Wbrew linii swojej stacji zaczyna jednak zadawać niewygodne pytania i domaga się prawdy. To powoduje, że od sprawy zostaje odsunięta.

Najistotniejszą częścią filmu jest odtworzenie przebiegu samej katastrofy oraz procesu, który do niej doprowadził. Wiarygodności w tym przypadku dodaje dokładne podawanie godziny oraz archiwalne sceny, prezentujące m.in. spotkanie Donalda Tuska z Władimirem Putinem w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej na Westerplatte. Od tego czasu tworzona była intryga – gra Tuska z Putinem ( oglądający te wydarzenia Lech Kaczyński zastanawia się o czym mogą rozmawiać dwaj premierzy), która ostatecznie doprowadziła do realizacji „mordu smoleńskiego” i serdecznego uścisku nad ciałem Prezydenta.

Antoni Krauze w odtwarzaniu przebiegu katastrofy nie stosuje niedomówień, nie chowa się za środkami artystycznymi, które miałyby dodać aury tajemniczości. Wersja zamachu jest przedstawiona wprost, nie pozostawia pola do interpretacji. Sprowadza się do następującego scenariusza, który zapewne zostanie potwierdzony w toku prac ministerialnego zespołu:

1. Donald Tusk i Władimir Putin na Westerplatte umówili się na rozdzielenie wizyt.
2. Prezydencki TU-154 został przygotowany do katastrofy podczas remontu w zakładach lotniczych w Samarze w Rosji. Wiedział o tym urzędnik Kancelarii Premiera, który w dniu powrotu samolotu z naprawy popełnił samobójstwo ( fakt).
3. Załoga była w doskonałej kondycji fizycznej, świetnie posługiwała się językiem rosyjskim, wielokrotnie lądowała w Smoleńsku. Start do lotu odbył się planowo, sterylność kokpitu nie była zakłócona.
4. Rosyjski IŁ-76, który podchodził do lądowania przed Tupolewem, miał za zadanie wykonać „zrzut” substancji, która miała spowodować pojawienie się „sztucznej mgły”.
5. Wieża w Smoleńsku proponowała TU-154 zejście do wysokości 50m, czyli poniżej „wysokości decyzji”, która wynosiła 100m.
6. Komenda „odchodzimy” padła na wysokości 100 m, jednakże mechanizm umożliwiający automatyczne odejście nie zadziałał. Przestały działać także stery w samolocie.
7. W momencie zetknięcia z drzewami na pasie podejścia do lądowania uruchomione zostały eksplozje – 2 na skrzydłach, 1 w środku samolotu oraz dodatkowa w „salonce VIP”.

Ta wersja katastrofy uwiarygodniana jest wypowiedziami lotników oraz „polskiego eksperta-profesora, który odniósł sukces w Ameryce”.

Dodatkowego smaku dodaje obecność tajemniczego agenta, wzorowanego na Tomaszu Turowskim ( oficerze służb PRL i III RP), który z odległości kilku kroków nadzoruje przebieg „Akcji Smoleńsk”. Postać, grana przez Jerzego Zelnika ( który prywatnie także miał epizod współpracy z SB) nakazuje Rosjanom aresztowanie operatora TVP, który później ginie w niewyjaśnionych okolicznościach ( kłamstwo), później podrzuca głównej bohaterce fałszywki oraz nadzoruje(?) samobójstwo generała Petelickiego, który miał wątpliwości co do przebiegu katastrofy.

Końcowa scena filmu, kiedy to nad rozkopanymi dołami w Katyniu, zastrzeleni przez NKWD polscy oficerowie ( a raczej ich duchy )witają się z duchem Prezydenta i jego delegacji, dopełniają obrazu typowego zawłaszczania symboliki historycznej na potrzeby propagandy smoleńskiej. Obserwujemy to także podczas obchodów rocznicy każdego wydarzenia historycznego, gdzie wygłaszany jest „Apel Smoleński”, a odwołania do „poległych pod Smoleńskiem” dominują wystąpienia państwowych oficjeli.

Film „Smoleńsk” jest dziełem propagandy nowej władzy. Pierwszy weekend emisji zakończył z wynikiem nieco ponad 100 tys. widzów, co jest rezultatem mocno przeciętnym. Rozwiązaniem problemu frekwencji zajmą się w pierwszej kolejności szkoły, później urzędy a na końcu parafie. Wróżę także szybką emisję w reżimowej TVP.

Zgodnie z goebelsowską zasadą: „Kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą”.
Trwa ładowanie komentarzy...